Kasko | Samozwańcza szwaczka
5
single,single-post,postid-5,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,select-theme-ver-1.5,wpb-js-composer js-comp-ver-4.3.4,vc_responsive
in der schneiderei

Samozwańcza szwaczka

Maszyna do szycia była w moim rodzinnym domu od zawsze. Również z potrzeby (wtedy nie było sieciówek) oraz pasji do szycia, którą zaraziła mnie moja mama…

 

Pamiętam szafkę pełną „skarbów” – nici, tasiemki, koronki, niezliczone ilości guzików… mogłam godzinami przeglądać pudełka, skrzyneczki z kolorową zawartością. Kiedy nadszedł czas, gdy resoraki zamieniłam na Barbie, a ukochana skrzyneczka z narzędziami powędrowała do szafy, to właśnie maszyna do szycia stała się przedmiotem moich zainteresowań. Pamiętam zazdrosne spojrzenia moich koleżanek, gdy pojawiałam się na szkolnej dyskotece w bluzce własnego projektu z „żarówiastymi” sznureczkami na przodzie.

I choć czasami porzucałam szycie na jakiś czas, wracało do mnie przy różnych okazjach. Przy okazji nowej pracy i wzbogacenia szafy o ubrania adekwatne do wykonywanego zawodu. Gdy byłam w ciąży i mimo rosnącego brzucha chciałam wyglądać modnie. Z potrzeby zarobku, bo przecież studentowi potrzebna kasa… Czy z chęci realizacji i wyrażenia siebie.

Szyć nauczyła mnie mama i to ona kupiła mi moją pierwszą maszynę. Nożyczki, które służą mi do dzisiaj dostałam od ukochanego dziadka. Dlatego szycie zawsze będzie dla mnie czymś więcej niż tylko zwyczajnym szyciem. Nie uczyłam się tego na uczelni, nie znam się na technologicznej stronie powstawania projektów i wykrojów. Robię to tak jak potrafię. Cały czas się uczę. Z potrzeby rozwoju kupiłam overlock i nauczyłam się na nim szyć. Może nie jestem profesjonalistką, a samozwańczą szwaczką, ale robię to co kocham i chciałabym dzielić się tym z innymi!

Brak komentarzy

Dodaj komentarz